Z Balatu pojechałyśmy kolejny raz oglądać meczety. Niestety tylko z jedną chustą, więc tylko moja siostra miała przywilej wejścia, a my w tym czasie obserwowałyśmy ludzi biegnących na modlitwę. I to dosłownie biegnących. Nigdy nie widziałam, żeby ktoś w Polsce z takim zaangażowaniem biegł i przepychał się, żeby zdążyć do kościoła na czas.
Na bazarze zaopatrzyłyśmy się w słodycze. Dalej nie znam nazwy, ale jest pyszne!
Pierwszym przystankiem był mój ulubiony Nowy Meczet.
Widok na Wieżę Galata z Eminönü.
Z Eminönü przeszłyśmy na Sultanahmet. Obowiązkowo, w chłodne wieczory pijemy tam sahlep.
Błękitny Meczet
Hagia Sophia
Niedaleko Hagii Sophii i Błękitnego Meczetu, przy głównej drodze znajduje się cmentarz, który bardzo lubimy odwiedzać.
Po drodze można kupić wszystko, co dusza zapragnie. Od słodyczy po torby LV.
Trafiłyśmy też do miejsca znanego z palenia sziszy. Węgielki czekają na klientów.
Później wolnym krokiem poszłyśmy na Beyazit i przed bramą do Uniwersytetu Stambulskiego kupiłyśmy pieczoną kukurydzą.
Gotowana w mleku, pieczona na ruszcie i posypana solą. Pycha!
W końcu zaczęło padać, więc targowisko z panice zaczęło się pakować.
Pora kolacji zaprowadziła nas do Eminönü, skąd widać pięknie podświetlony Meczet Sulejmana Wspaniałego.
Znalazłyśmy też coś, czego nigdy nie próbowałyśmy. Kiszone ogórki, kiszona kapusta i woda po kiszeniu. Niestety nie wiem skąd ten czerwony kolor, ale jestem pewna, że to kolejny cudowny napój leczący kaca.
Nowy Meczet. Zdjęcie spod Mostu Galata. Pionowe kreski na zdjęciu to żyłki wędkarskie.
Z takim widokiem wszystko lepiej smakuje.
Sałatka z krewetkmi Grażyny.
Anchois Karoliny.
I moja makrela. Wszystko świeże i bardzo dobre, chociaż podobno ryby nietutejsze, a importowane…





























