Kolejny dzień z siostrą. Kilka godzin marszu, kolejne z łatwością zdobyte kilogramy, Meczet Sulejmana Wspaniałego, piękne widoki, Akwedukt Walensa, Vefa Bozacisi, szisza na Tophane i dużo tureckiego jedzenia.Zaraz po śniadaniu gofry z różnymi dodatkami. Za dużo i za słodko, czyli tak jak powinno być. Na zdjęciu powyżej: krem waniliowy i czekoladowy, do tego bon bonsy, truskawki i banan.
Krem czekoladowy, kandyzowane wiśnie, płatki orzechów laskowych i skórki pomarańczy.
Słodycze z ulicznych budek.
Teoretycznie gofry powinny nas zapchać na cały dzień, ale byłyśmy twarde, postanowiłyśmy jeść dalej.
Dalej, piechotą przez „tematyczne ulice”* doszłyśmy do Meczetu Sulejmana Wspaniałego.
Jeden z lepszych widoków na Bosfor.
Później przewodnik zaprowadził nas pod Akweduk Walensa, który zaopatrzał miasto w wodę prosto z Lasów Belgradzkich.
Pod akweduktem za grosze można sobie porzucać w butelki.
Boza, w końcu Cię spróbowałyśmy! Pan profesor bardzo zachwalał i polecał.
Źródła mówią, że jest to napój bezalkoholowy przygotowywany ze sfermentowanej kukurydzy, jednak z tego co mi wiadomo jest tam jakieś 2-3% alkoholu i jest to sfermentowany bulgur. Miejscowi się tym zajadają (jest tak gęstę, że należy użyć łyżeczki), ja jednak nie jestem fanką smaku gnijących jabłek. Pierwszy „kęs” jest całkiem dobry, później jest niestety coraz gorzej.
Źródła mówią, że jest to napój bezalkoholowy przygotowywany ze sfermentowanej kukurydzy, jednak z tego co mi wiadomo jest tam jakieś 2-3% alkoholu i jest to sfermentowany bulgur. Miejscowi się tym zajadają (jest tak gęstę, że należy użyć łyżeczki), ja jednak nie jestem fanką smaku gnijących jabłek. Pierwszy „kęs” jest całkiem dobry, później jest niestety coraz gorzej.
Vefa Bozacısı- lokal z tradycją sięgającą 1876 roku. Najbardziej odpowiednie miejsce do skosztowania bozy.
Ostatni wieczór siostry w Istambule, więc na koniec zaliczyłyśmy jeszcze sziszę miętowo-cytrynową.
Do domu wróciłyśmy brzegiem Bosforu.
A w domu czekał już na nas lahmacun z mielonym baranem…
… i pide z kiełbaską i pieczonym baranem.
* Odnośnie „tematycznych ulic” zasada w Istambule jest taka, że jeżeli znajdziesz jeden sklepik z guzikami, to możesz być pewien, że do końca ulicy będziesz mijał tylko sklepy z guzikami. Tak samo jest ze wszystkimi innymi towarami. Moja ulubiona „branża” to cekiny i fotele dentystyczne.




























