Pieczątka z Serbii i przejazd do samych Węgier

Każde dziecko zawsze chciało mieć jak najwięcej pieczątek w paszporcie, no cóż, mi to zostało do tej pory. Nie ma przekroczenia granicy, które obyłoby się bez oczu kota ze Shreka i pytania o stempelek… Odpowiedzią jest zawsze srogie spojrzenie i/lub głośny śmiech pomieszany z zażenowaniem. Jednak dnia 20.07.2014 serbski celnik wykonał swoją robotę!

IMG_20140725_144410

Od kiedy wsiadłam do autobusu nie miałam pojęcia jaką trasą będziemy jechać do Bratysławy, więc trochę się zdziwiłam, kiedy wysiedliśmy na granicy bułgarsko-serbskiej. Jeszcze bardziej zdziwiłam się, kiedy na pierwszym przystanku zobaczyłam na tablicy, że mój autobus jedzie do Pragi. I tu nastąpiła zmiana planów – Praga jest bliżej, zawsze do wyboru będę miała nie tylko autobus, ale i pociąg – szczególnie, że mieszkam przy trasie Praga-Wrocław. Nikogo po drodze nie zabieraliśmy, miejsca w autobusie było wystarczająco dużo, więc pilotka zgodziła się podrzucić mnie dalej za 15 euro.

13
15

Pierwsze wrażenia z Serbii? Piękne widoki, wspaniałe góry, pola słoneczników, aż chciałoby się wysiąść i jechać dalej na stopa, żeby zobaczyć jak najwięcej! Im dalej w głąb tym bardziej jednak zmieniał się krajobraz. Zaczynały się małe miejscowości – wszystkie domy wyglądające tak samo – pomarańczowa dachówka i pomarańczowe mury. Dużo budynków wyglądających na opuszczone – i to zaraz po rozpoczęciu budowy. Przy autostradzie ogródki i sady z soczystymi owocami, tak dorodnymi, że wyraźnie widziałam je z rozpędzonego autobusu, a kilka metrów/kilometrów dalej pustostany, niedokończone mosty i drogi prowadzące donikąd.

16
17
18
19
20
21

W końcu Belgrad! Emocje przy wjeździe do miasta były prawie tak mocne jak wjazd na stambulski dworzec autobusowy Bayrampasa – nie wiesz czy to się dzieje naprawdę, czy może przypadkiem wylądowałeś na planie horroru, a właściwie to są też duże szanse na utratę życia w podziemnych korytarzach. Wysypiska śmieci, składy piasku, węgla i wapna, wieżowce-sedesowce, budynki wycięte żywcem z brazylijskiej faweli. Tobie – przybyszowi wydaje się, że mały podmuch wiatru może to wszystko obrócić w gruz, a w tych makabryłach mieszkają przecież setki osób/rodzin!
Daleko w centrum wyłaniają się piękne wieże i kopuły, jednak my prujemy prujemy autobusem przez “najbardziej atrakcyjną” część miasta. Architekt płakał jak projektował :)
Nie było przerwy na siku, nie zatrzymaliśmy się nawet na jednych światłach. Następny przystanek: granica serbsko-węgierska i Budapeszt!

22
23
24
25

CDN

Poprzednie części znajdziecie TU i TU :)