Kilka godzin w Berlinie

A dokładnie godzin dzięwiętnaście. Przystanek na mojej standardowej trasie Stambuł-Polska-Stambuł. Wiem, że trochę nie po drodze, ale za to względnie tanio i mogę wpaść na chwilę do siostry. Tym razem było inaczej, bo przyjechałam z mamą. Również z mamą poleciałam do Stambułu, żeby pokazać jej kolejny kawałek świata.

IMG_8501

Było trochę krzyku i strachu, ale udało nam się nakarmić mamę sushi. Panika po zjedzeniu trwała całe dwa dni, później natomiast przekształciła się w panikę przed jedzeniem muszli z ulicy i surowego mięsa w Stambule.
IMG_8503Nie poszłyśmy daleko, bo do restauracji za zakrętem. Friedrichshain pod tym względem rządzi, bo na każdym kroku można trafic na świetny lokal.

IMG_8504Tęsknię za jazdą rowerem po mieście! Na stambulskich ulicach widziałam może trzech rowerzystów-samobójców. Są za to motory i skutery, oczywiście jeżdżące pod prąd.

IMG_8515

A tymczasem w restauracji… Słodko-kwaśna zupa z mięsem kraba dla siostry.

IMG_8518

Chipsy krabowe dla mnie.

IMG_8519

Ostra zupa z trawą cytrynową i kurczakiem również dla mnie.

IMG_8520

Wielka miska zupy ‘pho bo’ dla mamy.

IMG_8521

I porcja sushi dla siostry.

IMG_8522

Obok wejścia do mieszkania siostry można obkupić się w różne rzeczy. Od autorskich ciuchów, przez winyle i meble z lat 60-tych.
IMG_8523

IMG_8525

IMG_8527

Siostra i jej chłopak są kolekcjonerami. Kupują winyle, oglądają specyficzne filmy i słuchają italo disco.
IMG_8545W Berlinie podano śniadanie. Obiad zjadłyśmy gdzieś nad Rumunią, a na kolację dotarłyśmy do stambulskiego Bakirkoyu.