Znacie Henryków? Pewnie nie, a powinniście! To mała miejscowość położona niedaleko mojego rodzinnego domu, znana z Opactwa Cystersów i centrum rehabilitacji. Jeszcze bardziej znana powinna być z tego, że znajduje się z nim Księga Henrykowska, a w tej właśnie księdzie zapisane zostało pierwsze zdanie po polsku: „Day ut ia pobrusa, a ti poziwai”, co znaczy „Daj, ja będę mełł, a ty odpocznij”. Tak właśnie Boguchwał z Brukalic zwrócił się do swojej żony, gdy ta nie dawała sobie rady z mieleniem zboża.
Wszystko zaczęło się w roku 1222. Wtedy to w Henrykowie pojawili się pierwsi mnisi, którzy przybyli ze słynnego Lubiąża. Zbudowali drewniany kościół i kilka lat żyło im się dobrze. Później historia staje się nieco bardziej burzliwa, bo na horyzoncie pojawiają się Mongołowie. Klasztor zostaje spalony, trochę czasu czeka na odbudowę. W końcu nadchodzi gotyk i klasztor zostaje w końcu odbudowany. Długi czas rozwija się i nie grożą mu żadne niebezpieczeństwa. XV wiek jest za to dla opactwa tragiczny, bo płonie ono aż cztery razy! Obdudowa następuje tym razem w stylu renesansowym i jak się domyślacie znowu nadchodzi wojna – tym razem trzydziestoletnia. Rok po wojnie trzydziestoletniej zaczynają się wojny śląskie, a na początku XIX wieku w klasztorze urzęduje armia francuska. Później w posiadanie klasztoru wchodzą rodziny niemieckie. Trwa to aż do 1945 roku, kiedy przejmuje go PRL.
Więcej szczegółów do przeczytania na stronie Henrykowa TUTAJ :)























