Bratysława, część pierwsza

Wychodzę z dworca w Bratysławie, a tam Ukraina [pierwsze wrażenie iście jałtańskie]. Wracam pociągiem do Wiednia, a tam Polska [pociąg się zepsuł, trzeba wysiadać w dziczy]. 
Dzisiejszy post będzie brzydki. Chociaż Bratysława bardzo ładna, ale o tym jutro :)
Dworzec główny z blachy falistej i o dziwo czystszy niż większość polskich dworców.
 ODCHODY
Standardowe wyposażenie, czyli budki i neony.

 

 Kiedy zobaczyłam trolejbusy pomyślałam o Krymie i o ubiegłorocznych wakacjach… 
 Dworzec autobusowy przecudnej urody.
 Nowoczesność w najlepszym wydaniu.

 Naprawdę dziwny wiszący przystanek.
 Technika, czyli coś, z czym Bratysława na pewno się nie kojarzy.
 Widoki na początku były zniechęcające…
 …później też nie było lepiej.
 Czytelniku, zapamiętaj budynek, który widać w tle- wrócimy do niego na końcu i nie będzie to przyjemny widok :)
 Widok na most prowadzący do najgorszej z najgorszych części miasta.
 Dunaj dzieli miasto na dwie zupełnie różne części.
 Zawiało komuną, prawda?
 Blokowiska aż po horyzont…
 Muszę przyznać, że wyglądało to ciekawie, ale chyba tylko dlatego, że wielka płyta nie szpeciła ładnych budynków. 

 Moment w Seattle :D
 Politechnika. Jej stan określam jako dramatyczny! Strach wejść do środka!
 Drodzy czytelnicy, oto i moment, w którym dotarliśmy do owego tworu. Budynek rozgłośni radiowej, motyw odwróconej piramidy, wspaniałość. Ach…

 

Godzina opóźnienia, pociąg zepsuty- wysiadamy w polu.
A z ŁADNYCH rzeczy, na osłodę, dorzucam siebie :)