Kolejna wycieczka z serii tych średnio udanych. Znowu z polecenia tej samej osoby, której już nigdy nie posłucham! :) Tym razem padło na Zaandam i uwielbiane przeze mnie wiatraki. W skansenie oprócz wiatraków były też inne zabudowania i kilka muzeów- wszystko w idealnym stanie. Niestety, jak zauważyłam, jest to raj dla emerytów i chińskich wycieczek w mundurkach, więc strzeżcie się!
Tak to wszystko wygląda z lotu ptaka.
W skansenie nie płaci się za wstęp, ale w poszczególnych budynkach są małe muzea- w niektórych bilet wstępu trzeba już zakupić.
Zużyte clogsy. Zawsze chciałam takie mieć… ze względu na samą chęć posiadania, a nie, żeby je nosić.
Rower z takim wielkim koszem to moje kolejne marzenie. Ciekawe jak długo wytrzymałby w całości na wrocławskich ulicach?
Zaczęłam od muzeum starego holenderskiego supermarketu Albert Heijn.






















