Najlepsze czasy przyszły, kiedy odwiedziła mnie moja jedyna i zarazem ulubiona siostra :) Specjalnie wcześniej nie chodziłam w niektóre miejsca, żeby móc ją tam zabrać. I nie też jadłam zbyt wiele, żeby było dużo miejsca na próbowanie ulicznego żarcia.
Pierwsza wspólna pide z baranem.
Ciągle nie mogę się dowiedzieć jak się nazywa ten cudowny twór. Taki turecki churros, obsypany pistacjami i wiórkami.
Po 10 latach siostra znowu zobaczyła Hagię Sophię. Stwierdziła, że ciągle piękna i ciągle coraz bardziej krzywa.
Najsłynniejsze mozaiki Hagii Sophii.
Płacząca kolumna okazała się wyzwaniem. Kciuk mokry nie był, za to porządnie spłakałyśmy się ze śmiechu próbując obrócić się o 360 stopni.
Z Hagii Sophii przeszłyśmy do Cysterny Bazyliki. Fani Bonda powinni ją rozpoznać.
Wstęp 10 TL.
Wstęp 10 TL.
Głowa Meduzy pod jedną kolumną.
Na koniec dnia kebab. Ten standardowy i znany nam bardzo dobrze.
Ten okazał się niespodzianką. Ciğer şiş, czyli kebab z wątróbką.
A ja z kolei wybrałam çiğ köfte, czyli surowe mięso z wyraźnie odbitymi paluchami kucharza.

























