Mamy jakieś 4 godziny do samolotu, więc co robimy? Jasne, że bierzemy ekspresową taksówkę do centrum i korzystamy z nadmorskich upałów! Droga bardzo długa, prawie przez cały czas towarzyszy nam czerwona fala świateł, więc jazda przedłuża się w nieskończoność. A jak już dotarliśmy i przeszliśmy kilkadziesiąt metrów między uliczkami, zrobiło się ciemno i sobotnie tłumy imprezowiczów wynurzyły się na ulice.

Po środku głównej ulicy w Antalyi posadzone są dwa dłuuuugi rzędy palm, a między nimi płynie woda, przeprowadzone są nad nimi mostki i od czasu do czasu w niebo wystrzela strumień wodny.

Wszystkie uliczki wyglądały raczej podobnie. Było wąsko, ale bardzo przyjemnie… Aż do czasu dotarcia do głównego wyremontowanego deptaku, gdzie krajobraz nagle przekształcił się w centrum turystyczne.
Fragment rzymskiej Bramy Hadriana.

Tu się nie remontuje, tu się jedynie zabezpiecza.
Na facebooku zamieściłam dzisiaj zdjęcia wnętrza pewnego meczetu, a ten wysoki komin w tle, to właśnie pozostałość jego minaretu.








