Piątek był dla nas szczęśliwym dniem, bo udało nam się załatwić jedną z trzech najważniejszych spraw – bilety na komunikację miejską. Ceny przejazdów w Stambule są tak wysokie, że dziennie potrafiłyśmy na nie wydać nawet 40 zł. A tak, po znajomości, kolega kolegi nielegalnie załatwił dla nas wszystko. Nielegalnie, bo przed pojawieniem się w biurze (czyt. metalowa buda nad brzegiem Bosforu) należy przez internet zapisać się na spotkanie. Szkoda tylko, że najbliższy wolny termin przypada na styczeń 2013.
Plac Eminönü- nasze standardowe miejsce spotkań.
Wejście do Nowego Meczetu.
Kolega Burakhan, który jest moim buddym, zajmuje się mną i wszystkimi moimi sprawami :)
Ebru- Niemka z Turcji i July- Niemka ze Sri Lanki.
Gokhan
Burakhan, Zsuzsanna, ja i Grażyna
Po załadowaniu kart miejskich biletem miesięcznym (70 TL na 200 przejazdów wszystkimi możliwymi środkami transportu) wsiedliśmy na prom do azjatyckiej części Stambułu. Po 15 minutach byliśmy na miejscu- w porcie w Kadıköyu. Zdjęcia niestety tylko z obydwu podróży promem, bo nasz przewodnik zapomniał dokąd mieliśmy iść i w zasadzie zobaczyliśmy tylko nowo wybudowaną stację metra.
Dworzec kolejowy Haydarpasa.
Kusi nas przelot tym balonem, ale niestety, jak to powiedział nasz kolega „w całej Turcji nie ma wystarczającej ilości helu, żeby go uruchomić” :)
Zsuzsanna i Burakhan















