Po intensywnym tygodniu projektu, po kolejnym tygodniu spędzonym na własną rękę, po marszach z dwoma plecakami, po spaniu na jerozolimskim dachu, po noclegu w raju na ziemi, po okładach błotnych, po podróżach autobusowych w towarzystwie chłopca z karabinem, po piętnastu (dosłownie!) kontrolach na lotnisku, po opóźnionych lotach, po licznych przejazdach pociągami czeskimi, po molestowaniu przez konduktora, po łapaniu stopa na polsko-czeskiej granicy i po szoku termicznym- w końcu jestem. Jestem tu już od tygodnia, ale staram się zapanować nad zaległościami.
Dzisiaj zapraszam tylko na zapowiedź najbliższych postów!










