Beit Jann

Zdjęcia prosto z aparatu, bez żadnej obróbki, ale posty z Izraela wracają! Nie ma na co czekać skoro zbliżają się wakacje i chociaż nie mam jeszcze żadnych planów, to zapewne pojawi się coś, co będzie można pokazać! :-)

Do wioski Druzów dotarliśmy na zaproszenie Wisama. Tradycyjnie już nikt nie wiedział co nas czeka, ale nauczeni doświadczeniem liczyliśmy na moc wrażeń.

 Zdjęcia z autobusu w drodze do Beit Jann.

 Wjeżdżamy coraz wyżej.
 Wszędzie mijamy gaje oliwne.
 Serpentynami dojechaliśmy naprawdę wysoko. Czasami baliśmy się patrzeć przez okno.

 Typowy dom.
 I typowy zaśmiecony izraelski krajobraz.
 W końcu zatrzymaliśmy się na tarasie widokowym.
 Opowiedziano nam historię tej tablicy, której oczywiście nie pamiętam, a już tym bardziej nie potrafię odszyfrować (ale może Sylwia pomoże?)
 Pierwsze miejsce do zwiedzenia: świątynia Druzów.
 Biały, niebieski, żółty, czerwony i zielony to ich sztandarowe kolory.
 
 Przedsionek świątyni.
 W pewnym momencie zaczęło się robić ciekawie. Sytuacja stała się naprawdę komiczna, kiedy zobaczyliśmy ten twór składający się z gumek do włosów, wstążek, zabawek z Kinder Niespodzianki i bransoletek… nie śmieliśmy zapytać 'po co to wszystko?’
 Kolory pojawiały się w świątyni wielokrotnie pod różnymi postaciami.
 Tutaj na przykład, znajdujemy się w 'sercu świątyni’- głównym miejscu kultu, który jest zwykłą, małą, pustą, wygipsowaną po sufit jaskinią. Jedynym punktem skupiającym uwagę jest owa lampa, w znanych już kolorach.
 Nakrycie głowy i brak obuwia jest niezbędne.
 Wychodzimy tylko tyłem, nie odwracając się plecami do miejsca kultu.
 Na obrazach pod ścianą widnieje podobizna założyciela religii Druzów.

 Widok na Beit Jann.
  Wioska jest położna bardzo malowniczo, ale jest też trudno dostępna- nie dość, że leży dość wysoko, to na dodatek prowadzą do niej bardzo wąskie i kręte drogi. Tak samo jest zresztą w samej wiosce.
 Widzieliśmy w ogródkach sporo dziwnych rzeczy- to jest jedna z nich…
 Groźnie wyglądający mieszkaniec.

Oprócz flag i symboli przed każdym domem, można było zobaczyć pozostałości po Mundialu, bo jeszcze w listopadzie nikomu nie spieszyło się do tego, żeby pościągać transparenty :)