zamek Berat

Berat właściwy wszyscy już widzieli, więc teraz przenosimy się trochę wyżej, bo do zamku Berat, który góruje nad starym miastem. Trzeba się do niego wdrapać stromą wybrukowaną ścieżką, ale widok ze wzgórza jest szałowy, więc nie ma co się zastanawiać. Szykujcie 100 LEK i w drogę.

Po tym jak w końcu nauczyliśmy się (no dobra, Szpakowski się nauczył, ja tylko grzecznie chodziłam za nim) trasy do naszego pensjonatu zaczęliśmy odkrywać inne zakamarki miasta. A to deptak, a to mniejsze uliczki w poszukiwaniu sklepu spożywczego, a nawet zapuściliśmy się w nieznane dokąd rejony i na zaproszenie właściciela naszego hotelu poszliśmy na tradycyjną albańską kolację, po której o mały włos nie pękliśmy z przejedzenia. Była zupa kurczakowa z cytryną, nadziewane papryki, panierowany kurczak i domowej roboty trunki. Jeżeli ktoś Wam to kiedyś zaproponuje, to nie wahajcie się ani chwili. To było tak pyszne, że spięłam się i na migi z domieszką angielskiego i tureckiego wyciągnęłam od gospodyni przepis na ten albański rosół. I nawet raz z niego skorzystałam.

Tras do zamku jest kilka, ale my wybraliśmy pierwszą z brzegu, czyli tą która zaczynała się najbliżej naszego hotelu. Ktoś wskazał palcem dokąd iść, więc bez zbędnego zastanawiania się i dopytywania o szczegóły tak zrobiliśmy. Rruha Miha Komnena – droga pięknie wybrukowana, prowadząca prosto do twierdzy, z kozami pasącymi się wzdłuż trasy. Sielanka. W październiku było tam bardzo pusto, więc mogliśmy spokojnie, swoim ślimaczym tempem, maszerować na szczyt wzgórza. Dotarliśmy spoceni, odarci z godności (wyprzedzili nas jacyś emeryci) i bez picia. Jak dobrze, że twierdza wyposażona jest w bar.

berat
Kalaja e Beratit

Bilet za 100 LEK i wchodzimy! Najpierw kilka zdjęć z murów, jakiś timelaps i ogarnięcie wzrokiem terenu. Jest dobrze! Twierdzy z poziomu miasta nie widać prawie wcale, ale po wejściu na górę robi świetne wrażenie. To nie smutne, opuszczone mury, które oprócz swojej barwnej historii nie mają nic więcej do zaoferowania – twierdza ciągle żyje, a budynki są dalej zamieszkałe! Kwitnie tu handel ręcznie wykonywanymi obrusami, chustami i sweterkami (z albańskim orłem, rzecz jasna). Mieszkańcy mają ogródki, z drzew zwisają soczyste owoce, a uliczki mają niesamowity, i trochę mroczny, klimat. Twierdza aż prosi sie o fotografowanie i gubienie się pomiędzy białymi murami. Zamek w obecnej formie pochodzi z XIII wieku, jednak najstarsze pozostałości osady sięgają wieki wstecz. Najazd Turków zmienił nieco wygląd fortyfikacji oraz innych zabudowań i tak, Berat stracił dużą część bizantyjskich kościołów, zyskując na to miejsce meczety.

Co poza fotogenicznymi uliczkami i widokami? Muzeum Onufrego! Nam nie udało się niestety wejść do środka, ale albańska Iza poleca je z całego serca, więc koniecznie trzeba to miejsce zobaczyć. Monastyr Świętej Trójcy, który widnieje na zdjęciu głównym tego wpisu – również nie było nam dane wejść do środka, ale już samo jego położenie czyni go wyjątkowym. Monastyr wyrasta ze zbocza i jest idealnym punktem do podglądania rzeki Osum, czy jednej z dzielnic Beratu – Goricy. My natomiast upodobaliśmy sobie szczególnie jedno miejsce – wschodnią flankę, gdzie można było posiedzieć i z której doskonale było widać centrum miasta, most przerzucony nad rzeką oraz pobliskie góry, a jak się człowiek dobrze wychyli, to i Monastyr Św. Michała zobaczy!

zamek Berat
Widok na Berat
Podobał Ci się ten wpis? Będzie mi bardzo miło jeżeli podzielisz się nim z innymi lub zostawisz komentarz.
A poza tym:
    ⋅ Przeczytaj resztę wpisów z Albanii. Kliknij tutaj!
    ⋅ Znajdź nocleg w miejscowości Berat. Zarezerwuj tutaj!
    ⋅ Zapisz się na newsletter, w którym będziesz otrzymywać najnowsze wpisy i inne informacje. Szczegóły tutaj!
    ⋅ Śledź fanpage bloga na Facebook’u – to tam znajdziesz bieżące informacje i zdjęcia z podróży. Klik!
Dziękuję za odwiedziny! I do zobaczenia!
0
  • Ewa „Psychologia Stylu”

    Świetny, klimatyczny wpis! Aż miło się tu zatrzymać na chwilę :)

  • Agnieszka Koklicka

    ale tam pięknie! cudne zdjęcia :)

  • Świetne zdjęcia i wspaniałe miejsce. <3

  • Jak ja doceniam takie miejsca – trochę „na skraju”, trochę „zapuszczone”, z sielskim, lekko wiejskim klimatem… To jest magia – oddychać aurą takich miejsc. Do Albanii nie dotarliśmy, ale jeszcze pojedziemy – już robiłam research co i jak, bo moja mama tam się wybiera :) Ta nadziewana papryczka kusi mnie na maksa, sama nadziewam (w ukraińskim stylu), ale piekarnika nie mamy :D Pozostają chipsy, bo chce mi się umami… :( :D Taka uczta to coś wspaniałego, też z żadnego kraju nie wyjeżdżamy bez supry, grilla czy wizyty w winnicy! :)

  • Ach! I zdjęcia chciałam pochwalić! Mają ten klimat!

  • Łukasz | Kartka z Podróży

    Łałka! Miejsce robi wrażenie, ale trzeba lubić te klimaty. Brakuje mi nocnego życia. Jak tam jest po zmroku? Niebezpiecznie? (-;

  • Evi

    Albania wciąż przede mną, a Monastyr Św. Trójcy naprawdę robi wrażenie. Dopisuję sobie do odwiedzenia, jeśli się tam wybiorę. Poczekaj, nie. KIEDY się tam wybiorę :)

  • Takimi uliczkami chcę się przespacerować :)

    W Albanii jeszcze nie byłam, a jesteś kolejną osobą, która kusi by w końcu ją odkryć :)

  • Albania jest na mojej liście bardzo wysoko. Lubię takie klimaty. Podobnie jak Ty uwielbiam poczuć klimat miejsca, pogadać z tubylcami, spróbować ich kuchni. Uciekam od tłumów, zaglądam w miejsca, do którego potencjalnemu turyście nie chce się dojść ;)

  • Śliczne zdjęcia i z niecierpliwością czeka ma wpisy z Grecji :D

  • Podróże Hani

    Zupełnie nieznane mi tereny, a widać, że warto. Chyba czas zaplanować jakieś rodzinne tripy w te rejony

  • Super widoki, zarówno z samej twierdzy, jak i z drogi do niej. To zdecydowanie moje klimaty! :) Muszę popatrzeć, czy jak będę w Czarnogórze, to może uda mi się wybrać tez tam… mam już strasznie dużo planów na ten sezon, ale może jeden uda się dorzucić :)