Długo byłam ostatnio w Berlinie, bo aż 2 tygodnie, a zdjęć tyle, że cały jeden wpis będzie! Na dodatek wszystkie z jednego dnia, kiedy to odprowadziłam siostrę do pracy i przeszłam samotnie trasę od Hackescher Markt, przez Unter den Linden, do Alexanderplatz i metrem do ZOO Bahnhof, gdzie przeszłam się dookoła Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche, a na końcu wylądowałam w Museum für Fotografie – Helmut Newton Stiftung.

A Berlin jak to Berlin – miasto opanowane przez hipsterów, niezbyt czyste, co kilka kroków protest, co jakiś czas znicze, kwiaty i plakaty NO WAR, pełno bezdomnych Polaków, rozśpiewane metro, rozbite butelki i psie kupy na ulicach i mnóstwo pysznego jedzenia na każdym rogu! Wszystko po staremu, ale Berlin biorę w całym pakiecie, bo taki jest najfajniejszy :)

Już pierwszego dnia nadarzyła się okazja do aktualizacji mojego PRZEWODNIKA PO BERLINIE. Niestety pierwszy raz musiałam coś z niego wykreślić… Na szczęście Berlin to tysiące restauracji i barów, więc szybko znalazłam godne zastępstwo i oczywiście wszystkimi adresami chętnie się podzielę! Nie ma ich co prawda dużo, bo musiałam zrobić selekcję i nie polecę kawiarni ze słynnymi jajkami w koszulkach za 10 euro, ani czegoś, co było średnie zamiast superfajne. Powiem Wam za to, żeby koniecznie odwiedzić LaBettolab – małą, zagraconą (pozytywnie!) knajpkę prowadzoną przez Manuelo, wypełnioną Włochami, butelkami domowej roboty winogronowej grappy oraz copiątkowym występem najlepszego i mojego ulubionego DJa Sylvaina, który puszcza kawałki, jakich w życiu nie słyszeliście! Pierwszy raz poszłam też na jogę – z moją siostrą, która jest chyba zrobiona z gumy i z marszu potrafi stanąć na rękach i założyć nogi za głowę. Można ją sobie również wynająć na wspólne ćwiczenia – OwnNature to jej firma :) Odwiedziłam też mnóstwo restauracji azjatyckich, jednak numerem 1 został wietnamski My Anh. Nie, żebym była specjalistką, bo w Azji nigdy nie byłam, ale zupę z mlekiem kokosowym i summer rollsy robią genialne. A na koniec The Bowl – Clean Eating – piekny wystrój, trochę mniej piękne ceny i rozmiary dań, ale bardzo gluten-free, vegan, lactose-free, itp. Wypiłam tam herbatę z rozmarynu z jagodami goji i moje życie stało się piękniejsze :)

A wracając do spaceru po Berlinie – tyle razy już tam byłam, że ciężko mnie zadowolić. Wszystkie miejsca, których jeszcze nie wiedziałam były kiepskim pomysłem z powodu mrozu i śniegu, który co jakiś czas padał. Zostawiłam je więc na inną porę roku, a tym razem postanowiłam zrobić turystyczną trasę, którą wytyczyłam sobie podczas moich berlińskich praktyk.

Podobał Ci się ten wpis? Będzie mi bardzo miło jeżeli podzielisz się nim z innymi lub zostawisz komentarz.
A poza tym:
    ⋅ Przeczytaj resztę wpisów z Berlina. Kliknij tutaj!
    ⋅ Znajdź nocleg w Berlinie. Zarezerwuj!
    ⋅ Zapisz się na newsletter, w którym będziesz otrzymywać najnowsze wpisy i inne informacje. Szczegóły tutaj!
    ⋅ Śledź fanpage bloga na Facebook’u – to tam znajdziesz bieżące informacje i zdjęcia z podróży. Klik!
    ⋅ Masz pytanie? Pisz na adres paulina@muchawsieci.com
Dziękuję za odwiedziny! I do zobaczenia!
0
  • Taki spacer po Berlinie bardzo mi się podoba!
    Chyba już czas wpisać to miasto na listę. bo nigdy tam nie byłam, a coraz bardziej mnie do niego ciągnie :)