Austria Kierunki

Wiedeń i moje mieszkanie, dzień szósty

Była  dzisiaj TAKA pogoda, a ja wpadając w śpiączkę przegapiłam TAKIE słońce. Zdążyłam (na szczęście!) wyjść i zrobić zakupy. I zrealizowałam priorytetowy plan na dworcu- zakupiłam Vorteilscard i od przyszłego tygodnia będę miała zniżkę 50% przy zakupie austriackich biletów i wiele innych zniżek w teatrach/kinach/restauracjach :) A wszystko to dlatego, że planuję wyjazd… ale o tym będę informować na bieżąco, bo trochę tego jest!
Za to dzisiaj zakamarki mojego wiedeńskiego mieszkania i jedyna dobra rzecz jaka mnie tego dnia spotkała :)

W kuchni mamy jedyny w całym mieszkaniu działający żyrandol…
…na co dzień używamy świeczek i lampek, dlatego wszędzie spotkać można wosk i zapałki.
Białe róże są pozostałością po ubiegłotygodniowym przyjęciu urodzinowym.
Plakat wisi w kuchni i za każdym razem, gdy na niego patrzę znajduję coś fajnego.
Mamy nawet parapetową hodowlę ziół…
…i wszelaki sprzęt raczej niespotykany w kuchniach polskich studentów. Lampka- kolejny obok świec znak braku żyrandoli.
Notorycznie gnijące (nie moje!) owoce i warzywa. A pani stojąca z tyłu ma na odwrocie przepis na fantastyczne ‚brownies’.
Na półce znalazłam również Jamie’go…
…i już nastawiam się psychicznie na tworzenie niektórych dań.
Jest też fajna książka z przepisami, której głównym elementem są kolorowe obrazki…
…i bynajmniej nie jest to książka dla dzieci, chociaż jest strasznie słodka :)
Kompozycja okienna w salonie.
I hit mieszkania… papier toaletowy w Mikołaje i renifery ;] Nikt go nie używa. Fakt, szkoda!
Raczyłam się dzisiaj, moi mili, przepyszną kanapką o polskim klimacie. Zwykła i pospolita, bo z brunchowym serkiem, kiełbasą krakowską i rukolą (jest też odrobina octu balsamicznego i sosu do lumpii), ale jaka pyszna! 
Kupiłam też tackę z owocami, bo miałam ochotę, była tania i ładnie wyglądała, ale nigdy więcej tego nie zrobię- tylko ananas przypominał to czym miał być :) 
Liczi ubóstwiam, ale ten sok (podobno prosto z Malezji), był wyjątkowo nieudany…