Heybeliada Kierunki Turcja Wyspy Książęce

Odkrywanie Wysp Książęcych – Heybeliada

IMG_7527

Tydzień planów, oblane egzaminy (nie moje!), bezsenne noce i wiele innych przeszkód po drodze, jednak w końcu udało nam się wyrwać ze Stambułu na całodniową randkę. Najpierw wizyta u fryzjera w celu przycięcia brody (bo przecież zbytnio zarośnięta buźka źle się opali), później bieg do metra, z metra na füniküler, wbiegamy do portu… spóźnieni 3 minuty. Następny prom za 1,5 godziny… Nie ma innej możliwości, więc wybieramy inny prom. Droższy, ale szybszy, bo płynie tylko 45 minut. Trochę mniej na nim zabawy, bo nie można siedzieć na zewnątrz. Czuję się jak w puszce i przy każdej większej fali żołądek podchodzi mi do gardła. Na szczęście bez żadnych kompromitujących momentów udaje nam się dotrzeć na wyspę. Zawsze w takich momentach obawiam się powtórki z katamaranu, którym płynęłam jakieś 15 lat temu i który zmasakrował doszczętnie mnie oraz wszystkich moich znajomych. To były czasy! :)

W porcie od razu atakują nas naganiacze, grzecznie odmawiamy i idziemy na śniadanie. Tak bardzo chcę kebab, ale moja prośba napotyka odpowiedź: „Co Ty wymyślasz, jak możesz jeść kebab na śniadanie?!” A mogę! Z Polski jestem! Chcę kebab i dodatkowo chcę go sobie popić herbatką, a nie ayranem, który momentalnie wprowadzi mnie w stan śpiączki!

Pośmialiśmy się w moich dziwnych zwyczajów i końcu padło na patatesli börek i ıspanaklı börek. Cóż mogę powiedzieć… w Berlinie jadłam lepsze :)

Po śniadaniu wypożyczamy rowery, dostajemy mapę i ruszamy w poszukiwaniu dzikiej plaży. Ostatni raz roweru dosiadałam w sierpiniu 2012 roku i do tej pory myślałam, że tego się nie zapomina. Ba! Nie dość, że zapomniałam jak się jeździ, to jeszcze moja kondycja jest bardzo żenująca, ale w związku z tym, że jestem bardzo dobrą aktorką, głupim żartem i równie głupim wyrazem twarzy zamaskowałam wszystkie swoje niedoskonałości.

Wyspa górzysta (jak każda z serii Wysp Książęcych), ale co jakiś czas można odpocząć na ławce, jeździmy lasami, a widoki są świetne. Po dwudziectu minutach pojawia się ręcznie malowany znak kierujący nas w dół zbocza, prosto na plażę. Nikt nie spodziewa się, co czeka na nas za zakrętem… Po kilkunastu metrach sprowadzania rowerów wąską ścieżką docieramy do schodów… tak SCHODÓW. Niby nic strasznego, ale są tak strome, że grożą utratą zębów. Nie ma innej opcji, bo przecież nie mamy nawet jak odrócić rowerów, więc dzielnie schodzimy w dół, praktycznie z rowerami na plecach. Jedyne o czym myślę, to plaża, która na 100% wynagrodzi mi wszystkie boleści.

CUDOWNA PLAŻA. Jeszcze jej nie zobaczyłam, a już czuję jak śmierdzi. Jeszcze nie odstawiliśmy rowerów, a już przybiega do nas pan z prośbą o opłatę.  Dzika plaża pomiędzy klifami, smród i opłata. Jesteśmy bardzo niezadowoleni, ale też bardzo zmęczeni, więc panienka wyskakuje z kasy i zaprasza swojego chłopaka na romantyczne opalanko.

WSPANIAŁA PLAŻA. Są leżaki, są parasole, starsze panie, pies, pełno smieci, jakaś buda dla pana pobierającego opłaty, cały brzeg glonów i kwitnąca woda. Raj na ziemi. Dobrze, że chociaż widok jest ładny.

Smarujemy się kremami, montujemy podwójny leżak, leżymy i się smażymy. Nudy i śmierdzi. W końcu z tej nudy idziemy do wody. To jest dopiero wyzwanie! Trzeba bowiem odnaleźć ścieżkę bez glonów, którą bezpiecznie będzie można wejść do morza. Moja misja zakończyła się sukcesem, od razu wskoczyłam do wody, bo trochę brzydzę się wszystkich zielonych obiektów pływających w wodzie. Gorzej z towarzyszem… towarzysz elegancik, do brudnej wody to on nie wchodzi, tym razem robi wyjtek, żeby mi sprawić przyjemnośc, ale widzę ból i obrzydzenie na jego twarzy. Poświęcenie w imię miłości, moi mili!

Piętnaście minut pływana w lodowatej wodzie, picie słonej wody i podwodne łapanie za nogi. Takie rozrywki sobie zapewniliśmy, ale nie chciałam tam siedzieć ani chwili dłużej. Zarządziłam drupowe opuszczenie akwenu. Nie było sprzeciwów, raczej radość, że nareszcie się to kończy. Wiadomo oczywiście, że wyjście z wody jest jeszcze gorsze od wejścia. Ja dodatkowo jestem ślepa, więc ciężko mi określić odległości, woda mi to dodatkowo utrudniała. Nie mogło się stać inaczej, nie mogłam wyjść z wody cała i zdrowa… Nie dość, że wpakowałam się w najgorsze bagno, w największe skupisko glonów, na brzeg wkroczyłam co prawda dumnie i z uniesioną głową, ale też za zakrwawionym kolanem i piszczelem.

Jeszcze się chyba nie chwaliłam, ale mój pseudonim, nadany przez mojego towarzysza, to CLUMSY. Dzień bez zrobienia sobie krzywdy, to dzień stracony. Po tym wydarzeniu zostałam zmuszona do opuszczenia plaży.

Droga w górę z rowerami na plecach była o niebo przyjemniejsza niż droga w dół. Sprawnie doszliśmy do asfaltowej drogi i ruszyliśmy dalej. Co jakiś czas przystanek na ładny widoczek, zdjęcie i łyk wody. Co jakiś czas padam na pysk i nie jestem w stanie zrobić ani kroku dalej. Co jakiś czas zaczynam pchać rower pod górę i modlę się, żeby przed nami były już tylko same zjazdy. Później było jeszcze kilka innych epizodów… upadł na mnie mój własny rower, klapka od aparatu prawie wpadła w otchłań, w największej dziczy skończyła się woda, a na sam koniec pewnien GENIUSZ wpadł na pomysł, żeby wjechać na taką słodką górkę. Słodka górka okazała się wysypiskiem. Z tym, że śmieci było tam niewiele, za to było bardzo wiele pozostałości po koniach…

Bardzo zbulwersowana i smutna uciekłam jak najszybciej się dało. Minęliśmy kurort typowo komunistyczny, który ze wzgórza wydawał się nam uroczy. Czasami nie warto podjeżdżać bliżej, bo pozytywne wyobrażenia o pewnych miejscach zostają bardzo mocno zrujnowane.

Runda dookoła wyspy zakończyła się krótką przejażdżką po samym mieście, lodem i puszką coli. Tam też zorientowałam się, że na plecach opaloną mam wielką biało-czerwoną kokardę, która jest ze mną po dzień dzisiejszy i piecze jak cholera!

Podsumowując… nie wiem co napisać, bo dzień spędziliśmy świetnie. Były epizody, które mogły to wszystko zniszczyć, ale w końcu mogliśmy zaznać trochę sportu, no i przede wszystkim, wyspa jest piękna, a my byliśmy w końcu razem i mieliśmy przy tym mnóstwo zabawy.

Czy polecam Wyspy Książęce? To jest  materiał na kolejny post :)

IMG_7531

IMG_7536

IMG_7538

IMG_7540

IMG_7541

IMG_7542

IMG_7559

IMG_7567

IMG_7569