Eskişehir Kierunki Turcja

Eskişehir. Studenckie miasto w sercu Anatolii

IMG_5347Przed wyjazdem do Eskişehiru była też propozycja, żeby jechać do Bursy… ale co to za frajda skoro wystarczy wsiąść na prom i po dwóch godzinach jesteś na miejscu. Zrobiłam więc sondę na Facebooku i w zasadzie to nasi znajomi zdecydowali, dokąd pojedziemy :) Eskişehir miał być tanim studenckim miastem, niewielkim, bardzo ładnym, ale też nastawionym głównie na imprezowanie.

Emre odebrał nas z dworca i zabrał prosto do swojego mieszkania, które dzieli z kolegami. Małe mieszkanie, zagracone alkoholowymi pamiątkami z różnych zakątków świata (szczególnie w oczy rzucają się oczywiście polskie suweniry). Po 15-minutowym odpoczynku zdecydowaliśmy się wyjść na kolację, bo bardzo zależało mi na spróbowaniu lokalnego przysmaku. Çiğ Börek okazał się genialny! Wielkie pierogi, nadziewane mięsem, smażone na głębokim oleju. Do tego kiszone ogórki i sosy. Zjedliśmy ich mnóstwo i ciągle chcieliśmy więcej. Dopiero po którymś z kolei głośnym wypowiedzeniu nazwy tej potrawy dotarło do mnie, że to przecież najzwyklejsze czeburek, które kupowało się przy drodze na Ukrainie!

IMG_5355Po kolacji chwilę przespacerowaliśmy się po mieście. Było już ciemno, kanał był ładnie oświetlony, do tego pełno ludzi i pełno fajnie zapowiadających się knajp. Weszliśmy do jednej, gdzie spotkaliśmy się z poznaną w autobusie Tubą, później poszło już łatwiej, spacerowaliśmy od lokalu do lokalu poznając przy tym kuzynów i przyjaciół Emre. Na koniec wylądowaliśmy na tureckim rockowym koncercie. Jestem wielką fanką tureckiego podskakiwania i trzymania się za rączki!

IMG_5375Zwiedzanie knajp zakończyło się bardzo późno, później niż się spodziewałyśmy się, obawiałyśmy się, że nie damy rady zobaczyć ani kawałka miasta. Kiedy już wszystkie chciałyśmy się położyć spać rozpoczęła się kolejna impreza, tym razem w domu. Drinki, lody, chipsy, jedzenie cytryny i tłuczenie naczyń.

Niestety rano nasz host nie był w stanie wyjść z nami i pokazać nam więcej, więc musiałyśmy same zorganizować sobie czas. Zaczęłyśmy od znalezienia genialnej piekarni. Tania i z takim wyborem, jakiego nigdy w Stambule nie widziałyśmy. Spędziłyśmy w niej naprawdę dużo czasu.

IMG_5395

IMG_5393Jadłyśmy w drodze i powoli przemieszczałyśmy się kierunku Anadolu Üniversitesi. Tam doznałyśmy szoku, bo każdy mówił po angielsku. Nie zdaża się to niestety na moim uniwersytecie w Stambule, więc byłyśmy bardzo pozytywnie zaskoczone, że Turcy są jednak w stanie mówić w innym języku. Z uniwersytetu wróciłyśmy nad kanał, tzw.Adalar, pospacerowałyśmy, parę razy starałyśmy się dowiedzieć od przechodniów co jeszcze warto zobaczyć. W końcu od siódmej osoby udało nam się wyciągnąć, że gdzieś w mieście znajdują się stare domy- Odunpazarı Evleri. Było już późno, trzeba było wracać na autostradę, ale zdecydowałyśmy się tam pojechać. Turystyczne miejsce, za dużo ludzi.

IMG_5380

IMG_5412

IMG_5426

IMG_5439

IMG_5441

IMG_5453

IMG_5460

IMG_5478Miałyśmy szczęście, trafiłyśmy też na taniec Derwiszów. Od samego patrzenia kręci się w głowie. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak długo muszą ćwiczyć, żeby dojść do takiej wprawy i skupienia. Dla mnie jest to rozrywka bardzo krótkotrwała, po pięciu minutach zaczynam się wiercić i zaczynam się nudzić. Podobnie mam z fajerwerkami :)

Był to ostatni punkt naszej wyprawy. Później zostało nam już tylko pakowanie i podróż tramwajem w kierunku autostrady, gdzie znowu czekały na nas szalone przygody. Będę jeszcze o tym pisać :)

O tym jak dotarłyśmy do Eskişehiru  możecie poczytać w poście „Pierwszy autostop w Turcji”.