Kierunki Kilyos Turcja

Kilyos. Szybki wypad poza Stambuł

IMG_7507 Ostatni kontakt z Morzem Czarnym miałam w roku 2008, kiedy wyruszyłam wraz z moją koleżanką w szaloną podróż na Ukrainę. Bardzo miło to wspominam, ale za żadne skarby nie potrafię sobie przypomnieć jak wyglądała woda z tamtej strony, czy było czysto, czy woda była cieplejsza? Jedyne, co teraz wiem, to to, że plaża była piaszczysto-kamienista, z jednej strony zalana betonem.

Wioska Kilyos jest położona na północ od Stambułu i (oprócz samochodzu oczywiście) najlepszym sposobem na dostanie się do niej jest autobus. Jedziesz więc linią metra Taksim-Hacıosman do ostatniej stacji, którą jest właśnie Hacıosman. Wysiadasz z metra i usiłujesz się z niego wydostać. Zajmie Ci to dobre 15 minut, bo jest baaaardzo głęboko położone, a ilością tamtejszych schodów ruchomych możnaby obdzielić spore centrum handlowe. Kiedy docierasz w końcu na zewnątrz obracasz się o 180 stopni. Powinien tam stać autobus z numerem 151. Wsiadasz i jedziesz jedyne 39 przystanków aż do Kilyos Merkez. Zauważysz z łatwością, bo wszyscy chłopcy w japonkach zaczną wysiadać z autobusu.

Naszym celem była „sekretna plaża”, o której wszyscy doskonale wiedzą, co oczywiście wyklucza ją automatycznie z grona miejsc tajemniczych. Pierwsze próby odnalezienia tego miejsca okazały się nietrafione, bo postanowiłyśmy śledzić przystojniaków z ręcznikami, co doprowadziło nas do plaży za 15 TL otoczonej płotem… Nastąpił szybki odwrót i postanowiłyśmy się skierować w bardziej dzikie rejony wioski. Dzikie i zaniedbane, do tego upał i wędrówka po asfalcie. W końcu wypatrzyłyśmy kawałek morza, skrawek klifu i suche trawy- to musiało być to miejsce. Po piachu i kamieniach zeszłyśmy na dół, minęłyśmy drewnianą przybudówkę (widząc taki obiekt od razu włączają się obawy, że siedzi tam pan kasujący pieniądze za wstęp). Już na dole okazało się, że to nie nasza plaża… trochę za dużo ludzi i wielkie głazy zamiast piasku. Postanowiłyśmy jednak zostać i ulokować się jak foki na rozgrzanych kamieniach. I na leżeniu się skończyło, bo bez specjalnego obuwia nie dało się wejść do wody. Za dużo kamieni i glonów. Ja z moim szczęściem na pewno utknęłabym gdzieś stopą i musiałabym czekać na poświęcenie jakiegoś tureciego bohatera. Tego wolimy unikać, bo nie wiemy co takowy osobnik będzie chciał w zamian :)

Miejsce fajne, kamienie wygodne, można sobie po nich pochodzić wzdłuż klifów (ja uskuteczniałam na boso, ale jednak trochę za bardzo rozgrzane), daleko do jakiegokolwiek sklepu, więc trzeba przyjść z zapasami, przy wejściu można wypożyczyć upieprzoną i nigdy nie praną poduszkę do siedzenia, woda czysta, ale trzeba przebrnąć przez glony.

Niestety nasza miejscówa okazała się kiepska i niebezpieczna. Bystrzaki przechadzające się klifami zaczęły w nas rzucać kamieniami. Ja dostałam, koleżankę uratowało przeznaczenie.

IMG_7509

IMG_7510

IMG_7511

IMG_7512

IMG_7513

IMG_7514

IMG_7515

IMG_7516

IMG_7517

IMG_7518

IMG_7520

IMG_7523