Na Czechy, hej! Wycieczka do południowego sąsiada

Mój dom rodzinny to ostatnie miejsce, w którym można się spodziewać jakiegokolwiek alkoholu. Co prawda barek niedługo się załamie od nadmiaru butelek, ale i tak nie ma na to żadnych chętnych – oprócz mnie wywożącej wszystko do Stambułu, bo tamtejszego alkoholu pić się nie da. Od ubiegłego tygodnia ciągle nie mogę wyjść z szoku, bo rodzice zażyczyli…